|
The Matrix: Path of Neo
Matrix, film który ukazał się w 1999 roku na zawsze zmienił nasz świat. Na ekranach wielu monitorów zaczęły pojawiać się wygaszacze w słynne zielone znaczki, niektórzy wierzyli że Matrix naprawdę istnieje, a kilku debili popełniło samobójstwo, aby wydostać się z systemu… Dzisiaj jednak, po dwóch kolejnych, dobrych, ale już nie doskonałych filmach, kult Matrixa powoli przygasa. Panowie z Shiny Entertainment (twórcy świetnego MDK) doszli jednak do wniosku, że można jeszcze na zielonych cyferkach trochę zarobić i zabrali się za tworzenie drugiej już gry z Matrixem w tytule. Pierwsza, Enter The Matrix, była przeciętna. Słaba grafika, oraz mnóstwo bugów sprawiły że zawiodła ona wielu wyczekujących na nią graczy. Błędy te tłumaczono jednak wtedy koniecznością wydania gry równo z premierą Reaktywacji, przez co twórcy nie mieli dość czasu aby ją dokończyć. A jaki jest Path of Neo ? Czytajcie dalej.
Po instalacji, spatchowaniu gry do wersji 1.1 i uruchomieniu, wita nas menu z wielką czerwoną tabletką, oraz zielonymi pierdołami w tle. Czym prędzej rozpocząłem nową grę i… tu pierwszy szok… grafika jest wybitnie do
(_!_). Od czasu EtM (PoN hula na tym samym enginie) zmieniło się bardzo niewiele, za to wymagania są z sześć razy wyższe. Z powodu zupełnie nie zoptymalizowanego kodu, gra potrafi zwalniać nawet do 10 fpsów na dość mocnym sprzęcie, w rozdzielczości 800*600, nie mówiąc już o tym, że zupełnie nie ma tutaj znaczenia czy poziom detali ustawimy na 10, czy też na 1. Gra jest kanciasta, brzydka, tekstury są rozmazane, a obraz strasznie nieostry i rozmyty, postaci mają chyba skórę z plastiku, a agenci wyglądają po prostu śmiesznie. Animacja postaci również pozostawia wiele do życzenia. Neo porusza się jakby połknął kij od miotły (przynajmniej w trakcie zwykłego biegu, w czasie walki jest już nieco lepiej). Sterowanie nie jest najlepsze (daleko mu do nowych Prince of Persia), ale da się spokojnie grać na klawiaturze i myszce.
Największym plusem Path of Neo jest walka. Mamy całkiem sporą ilość ciosów (ale nie wszystkie naraz, Neo uczy się ich stopniowo, w trakcie gry), które możemy łączyć w naprawdę efektowne combosy, a trzeba przyznać że od niektórych po prostu oko bieleje. Znajdziemy tu prawie wszystkie ataki znane z trylogii Matrixa. Poza walką wręcz możemy tłuc agentów również z mieczem lub kijem w dłoni, oraz posyłać w ich stronę pociski z różnych rodzajów broni palnej. Strzelanie jest co prawda dość kłopotliwe (Neo ma chyba zeza), ale można się przyzwyczaić. Tak… walka to bez wątpienia najlepszy element Path of Neo, szkoda tylko że namierzanie przeciwników kuleje, przez co momentami jest ona bardzo chaotyczna. Jeśli chodzi o misje, mamy tutaj najważniejsze sceny z filmowej trylogii (ratowanie Morpheusa, walka z tysiącami Smithów, itd…), ale nie wszystkie, wyboru dokonano jednak całkiem trafnie.
Poza tym twórcy wykazali się kreatywnością i rozbudowali większość wydarzeń znanych z filmu (np. walkę z Seraphinem, w trakcie której trafimy do kina, akurat na pokaz filmu… Matrix: Reaktywacja, drobny smaczek, a cieszy :)). Dowiemy się również co działo się pomiędzy pierwszą a drugą częścią Matrycy.
Skoro napisałem już o najmocniejszym punkcie nowego Matrixa, czas napisać co nieco o najsłabszym. Nie, nie jest to beznadziejna grafika, to coś znacznie bardziej wkurzającego. Błędy ! A tych w PoN jest cała masa. Przenikanie tekstur, dziwne oświetlenie, podpisy pod filmikami nie nadążające za tym co dzieje się na ekranie, powtarzające się speeche w cut-scenach, niektóre ciosy przenikające przez przedmioty (które powinno dać się zniszczyć), zero optymalizacji, (to też bug, bo przy takiej grafice gra nie ma prawa szarpać na konfiguracji przy której FEAR działał płynniutko !) nie mówiąc już o tym, że pomimo wciśnięcia odpowiedniej kombinacji klawiszy na klawiaturze Neo nie zawsze robi to czego od niego chcemy. Więcej błędów nie jestem w stanie w tej chwili przytoczyć, ale jestem pewien że to nie wszystkie, a przecież grałem w wersję 1.1 (patch waży aż 55 MB), aż strach pomyśleć co działo się w wersji bez patcha. Najzabawniejsze jest to że gra była gotowa już ok. pół roku temu, ale panowie z Shiny przesunęli datę premiery, aby wyeliminować wszystkie błędy… pozostawiam to bez komentarza.
Muzyka jest taka jak reszta gry, czyli przeciętna. Czasem w ogóle nie pasuje do sytuacji (np. w trakcie walki z tysiącami Smithów). Dźwięki natomiast mają tendencję do chwilowego „znikania”.
Podsumowując, mamy do czynienia z grą średnią, żeby nie powiedzieć słabą. Świetny system walki, oraz klimat Matrixa giną gdzieś pod grubą warstwą błędów, słabą grafiką, oraz nijaką ścieżką dźwiękową. Pograć można, jeżeli obejrzeliście właśnie całą trylogię i wciąż wam mało, ale żeby płacić za to 99,90 zł ? Cóż, mam cichą nadzieję że za następną grę o The One zabierze się porządną firma np. mój ulubiony UbiSoft.
Autor: Q’cyk
Dodane przez Iwan
dnia grudzień 17 2006 13:07:35
Komentarzy [ 18 ] · [ 298 ] Czytań  |
|